piątek, 11 marca 2016

Rozdział 1 (Alex)

Jebana akademia. Mój brat jest (poprawka) BYŁ wojownikiem. Nie ja. Jestem za młody na tą całą głupią szkołę. OK, mam siedemnaście lat, lecz jestem tu od... 3-4 lat.
Od śmierci rodziców zamieszkałem w Instytucie Świętego Christophera. Jest to szkoła dla Strażników, którzy mają chronić świat przed wojnami i tak dalej. Próbowałem uciec 5 razy, lecz zawsze mi się nie udaję. Mieszkam w jednym pokoju z Dymitrem. Lubię gościa, lecz często mu się zdarza powodować wybuchy. Za minutę dzwonek obudzi Dima i pewnie przy okazji zniszczy półkę, czy coś. DRRRRRRRR! Zadzwonił dzwonek i wtem nad znajomym powstała chmura deszczowa. Jak???
-Chłopie, pożyczyć ci parasol?
-Alex, daj.
Podałem mu. Dim przed wypiciem najbardziej kofeinowej kawy z 4 łyżeczkami cukru jest jak zombie. Nagle poczułem ssanie w żołądku. Szybko się ubrałem.
-Lecę na śniadanie.
Alicia, gdzie ona jest. Najpierw ona idzie do toalety. Jak to dobrze, że tyle o niej wiem.
-Hej Alex. Gdzie Dymitr?
-Nad nim pojawiła się chmura deszczowa. Powinien przyjść za chwilę.
-Poczekamy?- Spytałem.
-OK.
-Dzisiaj... widziałam cień człowieka ze skrzydłami.
-Anioły nie istnieją.
-To nie był anioł raczej... wampir czy coś.
-Wampiry nie mają skrzydeł. Poza tym, one też nie istnieją.
-Och, wiem ale... Dymitr! Cześć!
Przybiegł do nas. Włosy były mokre i wyglądał jak by wyssano z niego życie. Czyli po prostu musi napić się kawy.
-Sorry, miałem...
-Wojnę z chmurą. Alex powiedział.
Nagle usłyszałem grzmot.
-Nie przejmujmy się tym.-Mówiła Alicia- A i... czy wy widzicie ten 8 cud świata?
Znikąd pojawił się 20 letni mężczyzna. Miał czarne ubranie, czarne włosy i czarne okulary, lecz można było przez nie zobaczyć... nie. Powróciła ta straszna noc, gdy rodzina zginęła. Oczy były krwisto-czerwone, lecz patrząc na nie czułem chęć schowania się w kącie. Przypominały najgorsze wspomnienia zakopane przez wiele ton gruzu, myśli i krwi. Tak, kiedyś miałem problemy z samookaleczeniem.
-Idziecie do pani dyrektor.- Nagle usłyszałem głos Johna, głównego Strażnika.
Jak ja jej nie lubię. To ona mnie tu zamknęła. Przeszliśmy kilka korytarzy. Pojechaliśmy windą, i pojawiliśmy się w pokoju dyrektorki. Ellie Wright. Jest najgorsza.
-Christopher Caesar Merkator. Nie masz pokoju, tak? Dostajesz pokój 492.
Rzuciła mu klucz.

Wieczór. Ja czytam książkę, a Dymitr ogląda sport. Nagle usłyszałem trzask.
-Dymitr, daj mi głośnik. Ale mały.
Podłączyłem go do telefonu.
-Witaj... bracie- Usłyszałem głos. Był niższy niż głos Chrisa.
-Vlad, nie widziałem cię 84 lata. Gdzieś ty był?
84?! To są jakieś jaja?
-Byłem tu i tam...
-Spowodowałeś katastrofę w Czarnobylu. Wiem o tym.
-A tak w ogóle, braciszku, czemu dołączyłeś do tego ludzkiego Śmieciogrodu?
-Jest tutaj mag, Naturalista i Anioł. Więc chcę ich chronić. Poza tym...
-Daj mi krew.
Krew? Ma on hemofilię? Usłyszałem siorbanie, a potem plucie i kaszel. Chyba jej nie pił...
-Tfu! Zalatuje królikiem...-przerwał i powiedział-Ile tu jest ludzi...
-Nie skrzywdzisz ich. Nie tak, jak w czasie wojen Napoleońskich.
-Oj tam! Zabiłem tylko...
-Jakieś 20000 osób. To dużo.
-Posłuchaj. Jak bym chciał, mógłbym teraz zabić tego Naturalistę, który nas podsłuchuję.
-Alex? Dymitr?
Mówią o mnie. Mam nadal podsłuchiwać?
-Alex?-powiedział Dymitr- Lepiej się cofnij, czy coś. A najlepiej, to sobie wyjdźmy z pokoju.
-Tak. Alex. Ten głupi naturalista.-powiedział Vlad
-Zapomniałem się spytać, jak możesz chodzić za dnia?
-Zabiłem pewnego człowieka, nazywał się... Michael Harris. Jego krew pomogła mi w tym, żeby stworzyć Naszyjnik. Poza tym... dzięki temu mogę stworzyć to co zniszczyłem.
-Ty nie umiesz tworzyć. Umiesz tylko niszczyć, i pozostawiać cierpienie. Jesteś Aniołem Ciemności.
Michael Harris, to... mój ojciec! Zabił mojego ojca!
-Dim! Daj mi swój pistolet.
-Ale...
-Kurwa! Mówię ci, DAJ!
Podszedł do mnie i niechętnie dał swoją broń. Zawsze miał ją obok łóżka.
Wyszedłem z pokoju. Wściekły wybiłem drzwi. A tam...
Chris miał białe, duże skrzydła i siorbał jakiś czerwony płyn. Pewnie krew. Spojrzałem na Vlada. Wyglądał jakby miał 27 lat. Miał czarne skrzydła, lekko płonące, a jego oczy wysysały życie i szczęście.
-O... Naturalista! Jedzenie przyszło! Z bronią?
-Nic mu nie zrobisz.
I zaczęło się bójka. Działa się tak szybko, że ledwie co coś widziałem. Aż nagle... Chris wypadł przez okno. Szybko mnie przywiązał. Nie dałem rady zareagować. Strzeliłem, lecz ledwie go drasnęło.
-Mam cię zabić sztućcami? Kłami, czy może cię rozszarpię?
-MMM!
Tłumaczenie: Nie! Udław się kulą!
-Najmniej bolesne jest kłami, ale lubię, gdy ofiara krzyczy. Może... kły i sztućce? Albo wyjątkowo bolesne... a po co ci to mówić. Po prostu czekaj.
Zrzucił mi knebel, i rzuciłem wieloma przekleństwami.
-Hej, hej, hej! Nie przesadzaj! Mogłem cię dać magom, lub innym takim!
-A czemu chcesz mnie zabić?
-Po pierwsze. Nie lubię cię, bo nas podsłuchiwałeś. Po drugie, uwielbiam smak ludzkiej krwi.
Dotknął mojej szyi. Usłyszałem bardzo cichy zgrzyt.
-Yy... coś ci ten no...
-Tak. Kły mi wysły bo pocuły kref.
Nie napisałem z błędami. Zaczął seplenić.
Podszedł do mnie.
-A czy nie możesz mi wyssać trochę krwi?
-Sorry. Nie jestem ciepłą kluchą jak Edłord.
Poczułem piekący ból i powoli traciłem przytomność.

Obudziłem się. Byłem na polanie. OK. Po pierwsze. Czy mam ubranie? Mam. Rana na szyi?
-Ał!
Niestety jest. I lekko krwawiła. Widziałem obok siebie kubek i książkę. Poczułem ssanie w żołądku, jakbym nie jadł 3 dni. Wziąłem kubek. Poczułem przyjemny smak. Wypiłem cały kubek. Upadł mi, a plastikowa nakrywka i... tam była krew.
-CO TO JEST?!
Pojawił się za mną Chris.
-To tak zwana krew. Ludzka. Vladimir zostawił kubek u mnie w pokoju.
Zacząłem uciekać, lecz on zawsze był pierwszy.
-Po co uciekasz? Krew zacznie ci lecieć, a mój brat jest blisko terenu szkoły.
Znowu biegłem. Za mną pojawiają się na śniegu krwawe krople.
-Mówiłem. Masz tu kubek.
Nagle trzymałem w dłoni kubek. Wypiłem trochę i poczułem się lepiej.
-Zacznij słuchać się starszych.
I pojawił się. Wyglądał normalnie, lecz po tej bójce nadal kulał.
Usiedliśmy. Zacząłem sączyć napój.
-Vladimir to Anioł Ciemności. On umie tylko niszczyć. Zabijać. Pozostawiać ból i cierpienie
-A to o magach i Naturalistach... wytłumaczysz?
-Na początku powstały dwie rasy. Ludzie i Anioły. Potem obie rasy zaczęły się mieszać i powstały Anioły Dnia i Ciemności. Równolegle z ludzi powstały kolejne dwie rasy. Naturaliści, którzy potrafią manipulować naturą i porządkiem, i magowie. Chodź coraz częściej mówi się o Mag-naturalistach, bo między dwoma rasami są małe różnice. Lecz wszystkim, nie licząc ludziom potrzebna jest krew. Najlepsza jest ludzka. Poprawia nasze umiejętności i tak dalej, ale wiele osób jej nie lubi.
-Jesteście pasożytami?
-Można powiedzieć. Przez 200 lat uczyłem się przejść na zwierzęcą krew.
-Wiesz, czuję się dziwnie.
-To normalne. Może chcesz, no nie wiem. Odkryć moce czy coś...
-Może jutro. Jeszcze się źle czuję.
Pstryknął i znów straciłem przytomność.

 -Pacjent się obudził...- Usłyszałem stłumiony głos.
Otworzyłem oczy. Byłem w szpitalu. Obok mnie siedziała Alicia.
-Cześć. Jak się czujesz?
-D-dobrze...
Dotknąłem rany na szyi.
-Blizna ci została. Nie wiemy co się stało. Tak szczerze, nikt nie wie.
-Jak długo byłem nieprzytomny?
-Jakieś 3-4 dni. Prawie zmarłeś. Czyś ty znowu się ciachał?
-Nie.
-Chyba coś cię ugryzło.
-Taa. Chyba tak. Miałem dziwny sen.
-Coś tam bełkotałeś. A, i znasz brata Chrisa? Vladimira? Bardzo fajny człowiek.
Nie! Tylko nie to! Chodź, co ja mogę zrobić?
Wszedł. Niestety, to był on. Uśmiechnął się do mnie i przez chwilę zauważyłem kły.
-Co ci się stało? Coś cię ugryzło?
-Tak-i powiedziałem cicho-i tutaj siedzi.
-Wiesz...-zaczął pić coś z kubka- Alicia mi opowiadała, że w tej waszej szkole pozwalają na posiadanie broni. To dość dziwne, bo kiedyś prawie ktoś-z naciskiem na ktoś- mnie postrzelił. Na szczęście chybił.
Alicia wyszła. Koleś pstryknął, i wszystko zmieniło się w szarą mgłę.
-Posłuchaj. Niby próbowałem cię zabić i tak dalej, ale to nic złego!
-Jeśli jest się nieśmiertelny, to tak.
-A ty? Jesteś nieśmiertelny. Pij...
-Nie. Wolę mieć normalne życie.
-Czyli masz zamiar umrzeć w ciągu miesiąca? Niech będzie. Nie mój interes.
-Po pierwsze. Czemu mam umrzeć za miesiąc?
-Pamiętasz sen?
-Tak.
-To nie był sen.
Nie chciałem dalej drążyć tematu.
-Drugie pytanie. Od kiedy przejmujesz się czyimś losem?
-Oj, nie znasz mnie. Nie jestem czystym złem...
-Tylko złem zmieszanym z krwiożerczością.
 -Eee tam! A tak w ogóle, to...
Zniknął. Czyżby zatrzymał czas?
-Mam dobre wieści. Wychodzisz dziś ze szpitala- Powiedział lekarz.
Ubrałem się, wyszedłem. Na zewnątrz była ta sama, czarna limuzyna bez okien z tyłu. Nie lubiłem jej. Wsiadłem do niej, jechaliśmy 30 minut i pojawiliśmy się przed szkołą. Wszedłem do szkoły, poszedłem schodami na 3 piętro i wszedłem do pokoju. Dim siedział na facebooku i oczywiście pił kawę.
-O, Alex. Byłem u ciebie, lecz akurat spałeś. Znasz brata Chrisa? Fajny nawet.
-NIE MÓW MI O NIM! TO ON MI TO ZROBIŁ!-Pokazałem mu ranę-WIDZISZ?!
-Posłuchaj. Niby słyszałem to, co tam się działo, ale... nadal mi się wydaję, że to nie on. Może robili sobie jaja? Albo to mogły być halucynacje?
-Czyli mi nie wierzysz?
-Może... szpiegujmy ich?
-OK, ale...
Usłyszałem, że Chris kłóci się z kimś.
-Mamy okazję. Chodźmy.
Gadał przez telefon. Szliśmy za nim tak, że w pewnym momencie byliśmy w lesie. Uciekł. Usłyszeliśmy rozmowę. Jego brat rozmawiał z... Susan? Z tą głupią babką? Dotknął ją w szyję. Oby nie było tak, jak ze mną.
-Co ty robisz?- Powiedziała Susan.
Przywiązał ją do drzewa.
-J-jesteś wampirem?
-Żeś Amerykę odkryła.
-A czy nie mógłbyś wyssać ze mnie tylko trochę krwi?
-A czemu niby? Nie będę ciepłą kluchą jak Edłord. A ty nie będziesz Bellą.
Tego nie wymarzę już nigdy z pamięci. Najpierw wbił jej kły w szyję, a potem... ją rozszarpał. Jego twarz była cała w posoce.
-Dzięki.- Powiedział do resztek.
Ukryliśmy się za drzewami. Dim miał przerażoną minę.
-Kolejne jedzenie? Hm... ciekawe. Jak można było być takim debilem, żeby przyjść do lasu, gdy ja jestem.
Odwróciłem się. Uf... na szczęście go nie ma. A Dymitr? Odwróciłem się, a on...
Miał świeżą ranę na ręce, lecz wampir wirował w powietrzu. Wyrzucił go z wiru, i... uciekł. Pojawił się jego brat.
-Czy totalnie wam rozum odjęło? On zabił dziewczynę!
-Jesteś taki jak on. Ty też pewnie byś zabił tą dziewczynę.-Mówię- No? Masz tutaj dwóch ludzi.
-Zgłupiałeś? Nie piję ludzkiej krwi. A byle człowiek nie będzie niszczył moich planów. Ej, Dymitr, krew ci płynie.
Nagle jego rana zaświeciła się i zniknęła.
-Ha! Mag! Nie wiedziałem. Alex. Na prawdę. Ja nigdy nie zabiłbym człowieka.
-Żartujesz? Czemu niby...
-Gdybym był taki jak mój brat, dawno rzuciłbym się na Dima.

Byliśmy w szkole. Znów siedziałem w pokoju, ale sam. Oglądałem film, czytałem książkę, pisałem na facebooku i jadłem cukierki. Byłem przerażony, po tym co zobaczyłem w lesie. Wbiegł Dymitr zadyszany.
-Alicia...ona...chodź!
Szybko pobiegliśmy. Widzieliśmy Alicię, ale lewitowała w powietrzu.
***
Cześć! Jak wam się podobał pierwszy rozdział? Pisałem go 5 dni! Piszcie opinię w komentarzach!
Dzisiejsze wydarzenia były dziwne. Dymitr okazał się być Magiem, a Chris wampirem. Co będzie z Alexem i Alicią?
:)
TheJa